czwartek, 16 kwietnia 2015

O dzieciach...


 
Nie jestem ani reporterem ani też dziennikarzem. Mam tylko czasami zacięcie pisarskie, z którego niewiele wynika (ale, to już zupełnie inna bajka). Niemniej jednak chciałabym podzielić się z moimi Czytelnikami przemyśleniami dotyczącymi tym razem - dzieci.

O nienarodzonych, poczętych pisano i mówiono dużo. Najwięcej jednak na temat aborcji wypowiadali się ci, którzy najlepiej się na tym znają: księża. O usuwaniu ciąży niezwykle żywo dyskutowały też kobiety w wieku 65+. Bo to przecież ich problem, w głównej mierze, dotyczy. 

Ale, ja nie o tym. Nie jestem ani księdzem ani nie mam jeszcze 65 lat (trochę mi brakuje).

O in vitro też już było. Mam swoje zdanie na ten temat: każda droga jest drogą słuszną jeśli prowadzi do poczęcia i narodzin chcianego, podkreślam: chcianego dziecka. I nic nikomu do tego. Howk.

Jeśli mówimy o dzieciach, to my, dorośli nie możemy zapomnieć o odpowiedzialności. A tu kilka dni temu czytam, że pani Annegret R., Niemka, 65-latka właśnie zafundowała sobie kolejną ciążę. Samotność? Nie jest samotna. Ma trzynaścioro dzieci i siedmioro wnuków. Najstarsza jej córka ma 44 lata, najmłodsza - 10. 
Teraz pani Annegret dzięki metodzie in vitro spodziewa się... czworaczków.
W prasie niemieckiej oczywiście zawrzało. I pojawiły się pytania: dlaczego? Najczęściej słyszaną odpowiedzią było: bo przyszła matka boi się samotności. Ma nie najlepsze relacje z mężczyznami (tych jedenaścioro dzieci nie jest jednego, a pięciu ojców), jest samotna.

Proszę mi wybaczyć, że skomentuję to "wydarzenie" jednym słowem: egoizm. Kiedy jej dzieci (te jeszcze nienarodzone) będą przeżywały bunt młodzieńczy w wieku lat szesnastu, matka będzie miała lat osiemdziesiąt i jeden. 

Pomijam wszystkie "przypadłości" zdrowotne. Ale jak znajdzie wspólny język, wspólną płaszczyznę intelektualną porozumienia z dorastającą młodzieżą? 

Znam osoby w wieku powyżej lat osiemdziesięciu, które na swój wiek są bardzo sprawne i fizycznie i umysłowo, ale nie są wychowawcami młodzieży. Wszyscy zgodnie mówią: do tego trzeba ludzi młodych, którzy przede wszystkim mają... cierpliwość. A nam tej cierpliwości z wiekiem coraz więcej ubywało.

I jeszcze przy okazji dzieci...

Dziesięcioletnia Maja, która zaginęła w drodze do domu - została szczęśliwie odnaleziona. Pięćset kilometrów od miejsca zamieszkania. Prawdopodobnie było to uprowadzenie. 

Szczęśliwe zakończenie, które tu ma miejsce jest wynikiem natychmiastowej reakcji zarówno rodziny dziewczynki jak i służb. Bowiem po raz pierwszy policja uruchomiła Child Alert. 

Child Alert został uruchomiony po raz pierwszy w 1996 roku w Stanach Zjednoczonych. Jest to system, gdzie natychmiast rozpowszechnia się za pośrednictwem dostępnych mediów wizerunek zaginionego dziecka. Koncepcją tej platformy jest błyskawiczne i skoordynowane działanie różnych instytucji (przede wszystkim policji i mediów).





Polska dołączyła do grona państw korzystających z tego systemu w listopadzie 2013 roku.

Czy i Państwu nasuwa się pytanie: dlaczego dopiero w kwietniu 2015 roku po raz pierwszy skorzystaliśmy z tego systemu? 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj... nie obrażaj... :-)