sobota, 11 sierpnia 2012

Co zrobić...

Jak każdy mam swoje ulubione cykliczne programy telewizyjne. I to wcale nie koniecznie muszą być seriale... :-) I jak każdy, w takich cyklicznych programach, mam ulubionych prowadzących, czy współprowadzących. 
Pisząc o takim programie cyklicznym mam na myśli "Szkło kontaktowe". W miarę możliwości oglądam... codziennie mimo, że nie przepadam za wszystkimi "uczestnikami" programu.
Kilka dni temu do studia w czasie programu dodzwonił się pan M. z Warszawy. Narzekał na rząd, wolno mu. I wolno mu wyrazić własne zdanie. A mówił, że nie ma co do garnka włożyć... . 
Po zakończonej z nim rozmowie telefonicznej pan Grzegorz Miecugow skomentował słowa rozmówcy telefonicznego,  jak nie ma się co włożyć do garnka...
To wtedy trzeba włożyć głowę do kuchenki gazowej.
Śmiem przypuszczać, że pan redaktor nigdy nie znajdował się w takiej sytuacji, żeby musiał wkładać swoją głowę do kuchenki... . 
Nigdy nie lubiłam pana Miecugowa, bo nie lubię ludzi zarozumiałych i... nieczułych. Bo mimo, że jest dziennikarzem, jakieś uczucia choćby przyzwoitości powinien przejawiać. 
Mogę tylko mu życzyć, aby jego głowa nigdy nie była konfrontowana z piekarnikiem... .
A moje oglądanie "Szkiełka" musiałam znacznie ograniczyć, niestety.
Film video z tą wypowiedzią jest dostępny w usłudze YouTube. Mogłabym go zamieścić, ale... . 
 

8 komentarzy:

  1. Haniu! Nie oglądam tego programu, aczkolwiek zgadzam się, że takie słowa nie powinny tutaj paść. Telewizja staje rozrywką ludyczną i Pan ów chciał podnieść pewnie oglądalność tym kolokwializmem. Nie ma już nic świętego dla telewizyjnych gwiazd.Ktoś nie ma co do garnka włożyć, to jego sprawa i nie ma się czym chwalić.Niech włoży swoja głowę do kuchenki, bo nie potrafi nią myśleć, by zarobić. Uważam, że prowadzący powinien za te słowa przeprosić. Inaczej program staje się nieetyczny.
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dodać, nic ując. Alu, dziękuję. :-)

      Usuń
  2. Myślę że same przeprosiny nie wystarczą. Pamiętacie jak pewien pan po bajce "Miś z okienka", kazał się dzieciom pocałować... wiadomo w co. Mówiąc to myślał że już nie jest na wizji , natomiast pan Miecugow dobrze o tym wiedział że jest, że ogląda ten program wielu ludzi, a jednak zdobył się na to, by obrazić nie tylko tego człowieka , ale może i półowę narodu .Patrząc bowiem na to jak niska jest w naszym kraju stopa życiowa, i jak jej poziom wciąż spada,właśnie taka myśl mi się narzuca.

    Dlatego uważam że gdyby nasza telewizja się choć trochę szanowała to ten pan przez wiele lat nie znalazł by pracy w tym zawodzie .
    Tyle że patrząc na obecne realia jakoś w to wątpię.

    Wniosek z tego nasuwa mi się taki że w Polsce Ludowej szanowano człowieka chociaż na pokaz ...teraz natomiast nie szanuje się go już wcale.


    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam pana z "Misia z okienka" i pamiętam, że ten pan więcej już tego programu nie prowadził... .
    A ten wybryk pana Miecugowa, to z tego, co pamiętam, nie jest pierwszym. I zapewne nie ostatnim. Widać wie, że może i nic mu nie zrobią... .

    OdpowiedzUsuń
  4. ...a ja ten odcinek Misia oglądałem...:-)) Jak zawsze, był tuż przed "Dziennikiem Polskim". Jak dziś pamiętam swoje zdziwienie i ogromny śmiech mojego dziadka który oglądał razem ze mną...:-))

    Znany Ci nieznajomy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też go oglądałam... . I byłam nie tylko zdziwiona, pamiętam, ale i okropnie oburzona. Moi kochani rodzice najpierw byli skonsternowani a potem... wybuchnęli śmiechem... . :-)

      Usuń
  5. Haniu! Ja jeszcze pozwolę sobie uzupełnić komentarz. Gdyby tak wszyscy posłuchali rady tego pana, to z czego żyłby on sam? Chyba musiałby się także zastosować się do własnej porady? A swoją drogą, co jeszcze wymyśli ten pan, aby zaszokować telewidzów?
    Jeśli zaś chodzi o misia z okienka, to owo niewymyślne zakończenie dobranocki wrosło już na stałe do naszego języka i nikt już się nie obraża po tylu latach.
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu, ostatnio nowy "kwiatek" wysłuchałam w tym programie, tym razem prezentował się pan Iwaszkiewicz. No po kim, jak po kim, ale po nim tego się nie spodziewałam... .
      Tak to już jest, że mniej lub bardziej niewybredne "powiedzonka" z czasem przenikają do naszej mowy i tracą na... mocy.:-)

      Usuń

Komentuj... nie obrażaj... :-)